Opluwany przez większość internautów serwis Pobieraczek został w końcu ukarany. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów potwierdził wcześniejszy wyrok UOKiK i nałożył karę finansową. Tylko, czy jakakolwiek kara zwróci zdrowie klientom pobieraczka? Sporo ludzi płaciło by mieć święty spokój, to teraz spółka ma na zapłacenie kary! Co więcej, przeciwko serwisowi toczy się kolejne postępowanie. Najnowszy wyrok w sprawie serwisu Pobieraczek wcale nie oznacza, że osoby wprowadzone w błąd regulaminem serwisu mogą zapomnieć o wszystkich problemach. Użytkownicy muszą płacić za wykupioną usługę, choć oczywiście mogą udać się do sądu, co wydaje się dość dobrym pomysłem. Właściciele Pobieraczka wbrew pozorom nie śpieszą się do sądu by nas skarżyć, a sami boją się spraw wytaczanych im. Pobieraczek od kilku lat wprowadzał klientów w błąd, sugerując, że przed podjęciem decyzji o skorzystaniu z jego oferty przysługuje 10-dniowy, podkreślić należy słowo BEZPŁATNY okres próbny. W rzeczywistości opłaty były naliczane już od pierwszego dnia. Wielu internautów dało się zwieść tym zapewnieniom. Trudno ocenić, ilu z około 600 tys. klientów Pobieraczka przystało na jego warunki świadomie, a ilu po prostu dało się złapać w zastawioną na nich pułapkę i płaciło? Pierwsza decyzja prezea UOKiK, która nakazała właścicielowi Pobieraczka — zarejestrowannej w Sopocie spółce "Eller Service" należącej do Rafała Peiserta i Iwony Kwiatkowskiej – za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów zapłacić karę w wysokości prawie 240 tys. złotych. Decyzja ta została podtrzymana dzisiejszym wyrokiem sądu. Bezpośrednio podtrzymanie przez sąd decyzji UOKiK nie ma wpływu na sytuację użytkowników, o tyle, o ile powiedzenie po raz choćby i dwudziesty piąty, że jakieś działanie jest bezprawne nie jest w niczym lepsze, niż powiedzenie po raz dwudziesty czwarty - powiedział Dziennikowi Internautów Olgierd Rudak, prawnik i redaktor naczelny Lege Artis, który od dawna obserwował sprawę Pobieraczka. Nie oznacza to, że wyrok jest całkowicie bez znaczenia. - Wprawdzie UOKiK i SOKiK nie zakwestionowały wzorca umowy stosowanego przez serwis Pobieraczek.pl jako klauzuli niedozwolonej (...) jednak w obecnej sytuacji, w przypadku pozwania użytkownika przez usługodawcę, każdy będzie miał w ręku pomocny oręż. Co więcej, już dziś każdemu z użytkowników przysługuje prawo do dochodzenia swoich roszczeń przeciwko Pobieraczkowi, m.in. o rozwiązanie umowy i naprawienia wyrządzonej szkody. - dodaje Rudak. Osoby uznające się za pokrzywdzonych powinny zatem udać się do sądu. Oczywiście każdy powie, że nie chce psuć sobie nerwów, że lepiej dla spokoju zapłacić te 100 zł i o nich zapomnieć, ale... Pobieraczkowi właśnie o takie zachowania chodzi! Właśnie dlatego kwoty, jakich żąda, są nie za duże i nie za małe - czyli takie właśnie średnie, bezpieczne dla spółki. Dlaczego? Ponieważ np. kwota 250zł mogła by być już ścigana z mocy prawa, np. jako kradzież, przestępstwo gospodarcze... (. Dają one świetny zarobek, ale nie są na tyle "krytyczne", aby wiązały się z ryzykiem sprawy sądowej. Jeszcze w roku 2009 Dziennik Internautów pisał o tym, że Pobieraczek straszy sądem, ale sam do sądu się nie śpieszy. Osoba wypowiadająca się na ten temat w telewizji stwierdziła, że "złodziej nie pójdzie do sądu". Może warto zaprosić do sądu Pobieraczka? A gdyby tak zrobiło wiele osób jednocześnie? Na marginesie można dodać, że od roku 2010 w Polsce możliwe jest składanie także pozwów zbiorowych. Co więcej, UOKiK prowadzi kolejne postępowanie dotyczące działań Pobieraczka wobec klientów, którzy nie chcieli zapłacić. Serwis groził im, sugerując, że popełnili przestępstwo, podając fałszywe dane w formularzu rejestracyjnym, i informując o obarczeniu kosztami postępowania windykacyjnego. Zazwyczaj pod artykułami o tym serwisie wśród komentarzy pojawiają się głosy, że pokrzywdzeni są sami sobie winni, bo nie czytają umów i regulaminów. Uważam, że to półprawda, a szkodliwy wpływ serwisu przekracza straty finansowe użytkowników. Osobnicy tworzący serwisy pokroju Pobieraczka (jak np. opisywany w tym miejscu) niszczą zdrowe reguły gry, zmuszając do paranoicznych zachowań i zakładania, że każdy z uczestników transakcji to oszust albo naciągacz. To nie jest normalne i nie chciałbym któregoś dnia obudzić się w świecie, w którym będzie to normą, uniemożliwiającą choćby zwykłe zakupy online. Dlatego cieszy mnie wyrok w tej sprawie – im mniej szemranych biznesów w Sieci i wprowadzanej przez nie atmosfery wzajemnej podejrzliwości, tym lepiej dla nas wszystkich. Co nie zmienia faktu, że zanim się na coś zdecydujemy, zawsze trzeba przeczytać umowę.
Ostatnie komentarze